O zbiorowości, lokalności i odpowiedzialności społeczności.

Strona SGT jest trochę rzadziej aktualizowana. Nie mamy na to usprawiedliwienia. Po prostu chyba potrzebujemy bardziej skupić się na działaniach bieżących, niż na publikowaniu. Może skoro już pojawia się wpis na stronie, to może wykorzystajmy ten moment życia na małe ogłoszenia.

Po pierwsze, jeszcze raz gorąco dziękujemy za obecność na październikowym, siódmym już z kolei Spotkaniu z Tradycjami Rzeszowszczyzny Łojdiridi (zobacz zdjęcia) – miło było zobaczyć zarówno stałych bywalców, jak i osoby, które pojawiły się po raz pierwszy, w dużej mierze są to mieszkańcy Rudnej Małej, Głogowa Młp. i okolic. Zaskakująca była duża frekwencja najmłodszych w trakcie dawnych zabaw. Bardzo się cieszymy, że współprowadzone przez nas działania znajdują zrozumienie i odzew. Jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia, ale małymi kroczkami, przy różnych metodach wsparcia z wielu stron, coś się uda zrobić. Całe szczęście nie jesteśmy osamotnieni i możemy się wzajemnie wspierać.

Kiedy kolejne Łojdiridi i gdzie? Tego na razie nie wiemy. Zbliża się Adwent, zresztą sam listopad jest bardzo gęsto usiany wydarzeniami, 16 listopada Centrum Kultury w Kamieniu i ZPiT „Kamień” zapraszają do siebie na potańcówkę (szczegóły u nich), zaś tydzień później nasza delegacja wybiera się na jesienną edycję Festiwalu Wszystkie Mazurki Świata do Warszawy. Jedziemy obserwować, jak działa wspieranie tradycyjnej kultury w dużym ośrodku. Z lekkim rozczarowaniem możemy zdradzić, że wstępne założenia miały na celu współpracę z podmiotami działającymi lokalnie (w tym z nami), jednak na chwilę obecną raczej na to się nie zanosi. Wracając na Rzeszowszczyznę – może po Nowym Roku uda się coś zorganizować – liczymy tutaj na współpracę z ośrodkami kultury. Z chęcią porozmawiamy. Konieczne jest zachęcanie społeczności lokalnych do uczestnictwa przez podmiot działający w danym miejscu, ponieważ z jednej strony my niekoniecznie jako organizacja musimy być rozpoznawalni w tych stronach, a z drugiej, części osób wciąż wydaje się, że impreza związana tematycznie z ludowizną to coś dla wybranych, konkretnych grup, jak dla przykładu Dni Seniora i inne i tym samym nie chcą w tym uczestniczyć. To autentyczna opinia, zasłyszana przed ostatnim wydarzeniem. Jeśli chodzi o konkretne miejsca, to robimy rozeznanie, gdzie grunt jest podatny.

Ogłoszeń by było na tyle, wróćmy do głównej myśli. Tym razem nieco inaczej, będzie mniej ciekawostkowo, bardziej felietonowo. A zarazem refleksyjnie. Część tekstu będzie bezpośrednio skierowana do mieszkańców Gminy Głogów Małopolski, stąd jeśli ktoś niekoniecznie czuje się z tym obszarem związany, to nie wyniesie z wpisu wiele, choć tak czy inaczej, może dla informacji, przeczytać do końca.

Do refleksji skłoniło mnie poniższe zdjęcie, zamieszczone na stronie Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Rzeszowie, a pochodzące ze zbiorów Jana Krawca:

orkiestra_osp_glogow.jpgJak wynika z opisu, przedstawia ono orkiestrę dętą OSP Głogów Małopolski. Jestem członkiem potomnej organizacji, czyli Gminnej Orkiestry Dętej.  Na zdjęciu widzimy duży skład – nie widać wszystkich instrumentów, ale po ilości osób można sądzić, że jest to pełna obsada. Oczywiście orkiestra jest umundurowana.

Nie mnie oceniać rozwój wydarzeń, ponieważ sam gram w orkiestrze od wiosny 2017 r. – przystąpiłem na wskutek kryzysu kadrowego – możliwość wypożyczenia instrumentu oraz przyuczenia w czasie warsztatów spowodowała, że wybrałem trąbkę, na której nie znałem się kompletnie, od kilkunastu lat grając na perkusji. Trąbka została zamieniona następnie na tenorhorn, na którym w regularnym składzie nikt nie grał. Swoją drogą przypuszczam, że użytkuję któryś z instrumentów z wyżej zamieszczonej fotografii.

Niestety braki kadrowe są bolączką do dziś dnia. Powodów może być wiele – dawnych muzyków mogą zniechęcać animozje sprzed kilku lat, a muzycy po prostu nie chcą uczęszczać na próby – to wymaga jakiejś regularności i pewnego zapału, którego mamy narodowy deficyt. Na występy zapraszani są muzycy z zaprzyjaźnionych orkiestr: z Mazurów, z kolbuszowskiej PSM itd. Tutejsza szkoła muzyczna ma swoją orkiestrę i raczej jest niechętna przynależności uczniów do orkiestry dętej. Nie sądzę, że jest to kwestia odpowiedniego/nieodpowiedniego wynagrodzenia, ponieważ mimo jakiegoś wynagrodzenia, które otrzymujemy, jest to głównie praca społeczna. Moim zdaniem największy problem to brak chęci do współodpowiedzialności za jakość życia lokalnej wspólnoty. Zdecydowanie łatwiej jest narzekać na to, że kiedyś orkiestra miała dużo ludzi i piękne mundury, niż zadziałać, choćby proponując znajomym wejście w jej szeregi. Wielu osobom konieczność opanowania zapisu nutowego (w tym transpozycji niektórych instrumentów, czyli dlaczego w nutach mam dźwięk C, a gram B) i samego instrumentu może wydawać się trudna. Jednak orkiestra dęta rządzi się innymi prawami. Sam nut uczyłem się już po przystąpieniu do zespołu i dalej nie jestem w tym w pełni płynny. Partie nut są o różnym stopniu skomplikowania, a od pierwszego wzięcia instrumentu do rąk do występu często mija trochę czasu, który wykorzystywany jest na ćwiczenia.

Jesteśmy bardzo oszczędni w udzielaniem komuś swojego czasu. Nastawieni jesteśmy na osiąganie korzyści w pierwszej kolejności. Oczekujemy od kogoś wyśmienitego efektu, jednak nie chcemy dołożyć do niego swojej cegiełki. Zdarza się, że góra (czytaj władza) nie jest zainteresowana wsparciem tego typu inicjatyw, zadowala się bylejakością lub nie interesuje jej wygląd kultury lokalnej (co się kiedyś może na niej zemścić), bo istotne są tylko kwestie gospodarcze to dla własnego poczucia estetyki warto, nie patrząc na nią, stworzyć tę jakość i tą jakością niejako stawiać rządzących pod ścianą.

To trochę smutna sytuacja, jeśli w, od nowego roku, ponad ośmiotysięcznym miasteczku, w dwudziestotysięcznej gminie, nie da się uzbierać kilkunastu osób, mieszkańców do stworzenia składu, który tę społeczność lokalną będzie reprezentować i dawać świadectwo o sile zbiorowości. Głogów ma ponad stuletnią tradycję orkiestr – bywały czasy, że konkurowały ze sobą dwa składy, a miasteczko było o wiele mniejsze, niż dziś – odsyłam do książki Miasteczko autorstwa Franciszka Kotuli. Niech zawstydzają nas mniejsze grupy, małe wsie, gdzie orkiestry działają. Tu nie chodzi o profesjonalizm, tylko o chęć nauki czegoś nowego i skłonność do oddania kilku godzin w miesiącu.

I mimo, że może nie otrzymamy za to wiele, to jednak otrzymamy za to bardzo dużo. I z taką enigmatyczną myślą Was zostawiam.

tekst: Wojciech Dulski

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.