Tylko jakieś dusze jenczo, dzieś w powietrzu tak się menczo…

Tegoroczny listopad inaczej niż dotychczas w ograniczony sposób pozwala na wspominanie bliskich zmarłych pochowanych na cmentarzach. Możliwe jednak, iż zaistniałe przeszkody zmniejszyły w społeczności Kościoła katolickiego nadmierny konsumpcjonizm okołoświąteczny, a pamięć o tych którzy odeszli odbywa się bez zgiełku i pośpiechu, w sposób godny i z szacunkiem. Poszukując pozytywnych skutków zmian, dostrzegliśmy również okazję do przypomnienia i zobrazowania zwyczajów i zachowań, jakie były powszechnie znane kilkadziesiąt lat temu. Obiekt badań dotyczyć będzie ludowych obrzędów związanych z dniem Wszystkich Świętych i okresem zaduszkowym na ziemiach południowo-wschodniej Polski, zwłaszcza na terenie Rzeszowszczyzny. 

Zaczynając od korzeni słowiańskich, w ciągu roku wyznaczyć można cztery święta, w czasie których dostrzega się pozostałości pogańskich obrzędów związanych z kultem zmarłych przodków. Kościół katolicki zwalczając wierzenia słowiańskie ustanowił w ich miejsce własne święta Wielkanocy, Zielonych Świątek, Zaduszek i Bożego Narodzenia. W odróżnieniu od Kościoła wschodniego, który cztery pogańskie święta ku czci duchom zmarłych umocował we własnej obrzędowości, u katolików obchodzi się święto zmarłych w postaci dnia Wszystkich Świętych (1 XI) i Dnia Zadusznego (2 XI). Mimo usilnych starań, przez długi czas w zwyczajach ludowych żywe były przedchrześcijańskie formy kultu zmarłych, najdłużej utrzymywały się w okresie Zaduszek. Wiąże się to z przypadającą wtedy jesienią, a więc okresem, w którym przyroda zamiera. W wierzeniach dawnej wsi panowało przekonanie, iż wtedy to zmarli wracają do świata żywych. 

fot. Piotr Grygiel

Warto zwrócić uwagę na postać świata zmarłych – “innego świata”. W mitologii słowiańskiej “nawia”, bo tak ten świat pozagrobowy nazywano, ogrodzona była rzeką lub morzem, a przejście do niej prowadziło przez most. Opisywano ją jako miejsce zimne i straszliwe, w którym brak było dóbr materialnych. Dlatego też w trakcie badań archeologicznych natrafia się w miejscach pochówku na przedmioty codziennego użytku oraz jedzenie, a także odnajduje się pozostałości po ogniskach, świadczyć to może o wyposażaniu zmarłego na wędrówkę do zaświatów. 

W tradycji ludowej najsilniej przetrwała wiara w powrót dusz na ziemię. Śmierć bowiem nie zrywała ostatecznie więzów ze światem żywych. W wyznaczonych okresach zmarli opuszczali swoją siedzibę by przebywać wśród żywych. W miejscowości Hyżne (Rzeszowskie) mawiano, że “dusze idą se oglądać swoich”. Rodziło to niemało wierzeń, starano się przede wszystkim owe dusze ugościć. Wiązało się to z wyobrażeniem, iż zmarli znajdują się w świecie bezczasowym, a więc przyszłość jest im też dobrze znana. Zatem starano się wykorzystać ich obecność celem poznania własnego przeznaczenia. Dlatego też okres jesieni i zimy obfity był w obrzędy wróżb i przepowiedni, w których doszukiwano się odpowiedzi na pytania dotyczące różnych sfer ludzkiego życia: urodzaju, własnej ścieżki życia, znalezienia męża itp.

fot. Wojciech Dulski

Jednakowoż nie każda dusza zmarłego mogła być życzliwa żyjącym, bowiem zależało to od rodzaju śmierci jaka spotkała człowieka. Pierwsza grupa dotyczyła tych, którzy odeszli śmiercią naturalną, najlepiej w pojednaniu z Bogiem. Nazywano ich “dziadami” niezależnie od płci i wieku, to do nich zwracano się o opiekę. Druga grupa byli to zmarli śmiercią tragiczną, nienaturalną. Po przejściu do świata pozagrobowego stawali się upiorami i demonami, ich obecność mogła przynosić nieszczęście jak nieurodzaj, kataklizmy, śmierć. Na Rzeszowszczyźnie jak i w całej Polsce nierzadki był zwyczaj, by na mogiłach ludzi zmarłych śmiercią nagłą, nienaturalną lub samobójców rozpalano ogniska. Najczęściej chowano ich w miejscach gdzie spotkała ich śmierć, a także na rozstajach dróg czy poza granicą wsi. Gałązki rzucane na mogiły przez przechodniów palono co kilka lat, z wiarą, iż winy zmarłego zostaną darowane. Mogiły tych ludzi nosiły nazwę “krudy”, na Bojkowszczyźnie “namiety”. 

Przybycie dusz zmarłych wiązało się z szeregiem nakazów i zakazów, które pozwolić miały na ich spokojny i niezakłócony pobyt. Wierzono, że w tym czasie są one rozdrażnione, zatem ich niepokój mógłby przynieść nieszczęście. Przedstawiano je jako ptaki lub niewidzialne duchy unoszące się na wietrze, które w swym zmęczeniu prosiły o modlitwę. W Orzechówce (Brzozowskie) zanotowano pieśń, która ten nastrój obrazuje:

“W dzień zaduszny wiatr powiewa,
dzieś cmentarne szumio drzewa.
Czy dziod nuci dzies u krzyża?
Czyli skąd się drogo zbliżo?
To nie szumio stare drzewa,
To nie dziod u krzyża śpiewa,
Tylko jakieś dusze jenczo,
Dzieś w powietrzu tak się menczo”.

W Zaduszki starano się nie wybierać w dalszą podróż, w powiecie gorlickim wierzono, że można wtedy spotkać taką zbłąkaną duszę, która będzie straszyć przechodniów. W Tarnobrzeskiem ponadto po powrocie z cmentarzy używano święconej wody do skropienia chat, z których w trakcie dnia starano się nie wychodzić. W powiecie brzozowskim zabronione było bielenie domostw na tydzień przed Zaduszkami. Zmarli w tym czasie bowiem nawiedzali swe dawne siedziby, a ich dusze kryły się po szczelinach między belkami ścian. Przez ten czas obserwowały żyjących, by następnie odejść jeśli nie wyrządzono im krzywdy. Bieląc ścianę wapnem można było nieopatrznie uwięzić taką duszę w szparze domu.

W Dzikowie (Tarnobrzeskie) gospodynie w Dzień Zaduszny po południu przeganiały dusze z chałup przy pomocy święconej wody i palmy wielkanocnej. W przeddzień zaś Wszystkich Świętych nie wolno było wykonywać prac na roli aby nie przeszkadzać duszom w obchodzeniu pól, dróg i zagonów, miedze i granice były ich miejscem spoczynku.

Osobliwym w Dzień Zaduszny zwyczajem w Mieleckiem i Strzyżowskiem było pozostawienie w kościele trumny, mszału i stuły. Wierzono, iż o północy zmarły kapłan odprawiał mszę świętą za zmarłych parafian obecnych wtedy w kościele i szukających tam “ochłody”. Przestrzegano, by nie przebywać wówczas w kościele, gdyż człowieka mogło czekać nieszczęście.

fot. Wojciech Dulski

Zwyczaj ubierania grobów jest późny. W Kolbuszowskiem do niedawna nie robiono tego wcale, niekiedy tylko na grobach ludzi młodych kładziono wianki z jedliny. Podobnie nie czyniono na Łemkowszczyźnie. Było to uwarunkowane przede wszystkim brakiem miejsca, gdyż cmentarze umiejscawiano wokół kościołów. Dopiero od 1786 r. za sprawą austriackiego rozporządzenia nekropolie zakładano poza zabudową wsi, mogiły sypano większe, jednak dalej ich nie ubierano. Zwyczaj ten przyszedł z krajów zachodnich. Palenie świec był zwyczajem starszym i częstszym, jednak nie wszędzie znanym. W Rzeszowskiem zwykle palono jedną świecę, a po zmówieniu modlitwy przenoszono ją na inny grób. Wiązało się to głównie z kosztami. Ubożsi prosili aby taką świecę na chwilę postawić na grobie ich bliskich. Palenie świec mogło wiązać się z dawnymi praktykami palenia ognisk i wiarą, że dusze mogły się przy nich ogrzać.

Podobnie było ze zwyczajem spożywania posiłków na mogiłach. Zwyczaj ten zanikł bardzo dawno. Potępił go bowiem Kościół katolicki już w 567 roku na synodzie w Tours, gdyż upatrywano się w tym pogańskich naleciałości, jednakże w Kościele wschodnim zwyczaj ten pozostał. Na podstawie przekazów jednak jeszcze do XIX wieku w okolicach Jasła (Klecie, Bieździadka) na mogiły przynoszono dla dusz jedzenie zamiast świec. Formą zastępczą dla zwyczaju uczt cmentarnych było organizowanie w dzień Wszystkich Świętych obiadów przez bogatszych gospodarzy dla dziadów wędrownych i żebraków. Goszczono ich zwykle barszczem i pierogami z kapustą (Humniska, pow. brzozowski). Podobnie obdarowywano ich jedzeniem w postaci małych chlebów (bochnioczków) w okolicach cmentarzy. W okolicach Dubiecka (Przemyskie) mawiano: “Dzień zaduszny bywa pluśny, niebo płacze, ludzie płaczą i dziadów chlebem raczą”.

W Rozwadowie przed II wojną światową schodziło się tak wielu żebraków, że na cmentarzu ustawiali szpaler po obu stronach głównej alei, a ich modlitwy tworzyły olbrzymi hałas. Wręczano im przede wszystkim drobne pieniądze w zamian za modlitwę za duszę zmarłych. Dziady otrzymywali również chleb, kaszę lub groch.

Powyższe przykłady zwyczajów są śladowymi oznakami różnorodnej obrzędowości związanej z Zaduszkami, których korzenie sięgają daleko wierzeń dawnych słowian, a kult dusz zmarłych był w sposób szczególny obchodzony.

Autor tekstu: Artur Szlachetka
Zdjęcie główne: Piotr Grygiel

ŹRÓDŁA

  1. Antoniewicz W. – Religia dawnych słowian, 1957
  2. Fisher A. – Święto umarłych, Lwów 1925
  3. Karczamrzewski A. – Ludowe obrzędy doroczne w Polsce południowo-wschodniej, Wydawnictwo Libra, Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Wydanie I Rzeszów 2011
  4. Karczmarzewski A. – Obrzędy i zwyczaje doroczne wsi rzeszowskiej. Komentarz Wystawy, Muzeum Okręgowe w Rzeszowie, Rzeszów 1972
  5. Marczak M. – Tarnobrzeg – z dziejów miasta i powiatu. Pozostałości dawnej kultury ludowej na tle dzisiejszej w powiecie tarnobrzeskim i w okolicy Koprzywnicy, Tarnobrzeg 1929
  6. Pawłowska J. – Obrzędy doroczne we wsiach w okolicy Dubiecka pow. Przemyśl [w:] “Rocznik Przemyski”, Przemyśl, 1978
  7. Wójcik A. 1965 – Zwyczaje doroczne Pogórzan [w:] Nad rzeką Ropą. Zarys kultury ludowej powiatu gorlickiego, Kraków 1965
  8. Materiały Archiwum Muzeum Etnograficznego im. Franciszka Kotuli w Rzeszowie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.